Poniedziałek - --
Wtorek - --
Środa - --

19-05-2011 12:06


Więcej komiksów:
Niewielu jest przedstawicieli godnych miana udanego komiksu "noir". Pewnym wyznacznikiem stylu jest klasyczna już seria "Torpedo". U jego boku zaś inne oblicze tego gatunku ukazuje "Blacksad" - francuska seria licząca sobie już dziesięć lat, lecz mająca na koncie zaledwie cztery części.

Od niedawna możemy cieszyć się właśnie tą czwartą, zatytułowaną "Piekło, spokój". I znów przenosimy się do Nowego Orleanu, by wraz z Johnem Blacksadem zagłębić się w mroczne kryminalne historie i poznać drugie dno miasta, żyjącego w rytmie bluesa. Klimat historii przywodzi na myśl niezapomnianego Harry'ego Angela, bo też i fabuła jest jedynie przyczynkiem do ukazania mrocznej natury duszy... no właśnie - czy ludzkiej?

Bohaterowie "Blacksad" to antropomorficzne zwierzęta, które dopasowano pod względem charakterów do ludzkich odpowiedników. Dzięki temu jeszcze pełniej docenić można kreskę Juanjo Guarnido, który w perfekcyjny sposób żongluje emocjami na twarzach bohaterów, lub w iście filmowy sposób przedstawia panoramę Nowego Orleanu.

"Blacksad" można zatem odbierać na kilku płaszczyznach: wizualnej, sensacyjnej i tej ukrytej między wierszami - i w każdej z nich historie opowiedziane przez autorów są perfekcyjne. Na koniec zostaje tylko niedosyt, że tak szybko musimy uciekać do zwykłego świata. I pytanie: czy na kolejną cześć serii "Blacksad" będziemy musieli czekać kolejne kilka lat...?

wyd. Egmont
Artykuł z numeru: [#4] 02/2011
0
komentarze