Czwartek - --
Piątek - --
Sobota - --

06-06-2012 12:43

Zagłębiając się w miejsca ekspozycji dzieł wynajętych lub nawet zamówionych na potrzeby ósmych inSPIRACJI, odnosiłem wrażenie, że chyba wciąż niewiele wiem o sztuce współczesnej. Na szczęście, po powrocie do domu przyszła refleksja i ta niepewność ustawała - niektóre z elementów wystaw były naprawdę zerowej jakości.

O tym, co w sztuce współczesnej niepokojące
Najlepszym określeniem na podsumowanie festiwalu jest fragment opisu jednej z wystawionych prac:

(...) w tym momencie i ona (sztuka; przyp. red.) zawodzi, ponieważ nasz umysł nie wygeneruje katastrofy innej od tych, które już znamy.

Temat przewodni festiwalu został wyczerpany właśnie pod względem ilości skojarzeń, jakie generuje apokalipsa. Były odniesienia do żywiołów, ludzkiej skłonności do destrukcji, polityki, czy też - co oczywiste - do religii. Pole eksploatacji było szerokie, ale jednocześnie nie ma ani jednej pracy, która mogłaby być jednogłośnie okrzyknięta hitem festiwalu.

Choć nie brakowało motywów ironicznych, w odniesieniu do całości wystawy były przytłaczające, smutne i refleksyjne. Jednak mojego niepokoju nie wzbudzały wyłącznie tematy, które poruszali artyści, ale coś jeszcze - poziom prac. Zdawałoby się, że po siedmiu latach doświadczeń możemy oczekiwać dojrzałych wyborów i pewnego rodzaju kunsztu, ale niestety. Do emocji, których doświadczyłem na sobotnim spacerze po galeriach, muszę dopisać nudę.

Perły i wieprze
Nie wiem z jakiego powodu, ale tzw. wideo-arty przegrywają ze sztuką klasyczną o pełne okrążenie. Kiedy zerkałem na nudne filmy napakowane ideologicznym bełkotem, po prostu szedłem dalej. Jeśli artysta ma coś ważnego do powiedzenia i robi to dosłownie przed kamerą, to gratuluje wyboru środka wyrazu... Miałem wrażenie, że wiele z tych osób jest "artystą" tylko na papierze, po skończeniu szkoły artystycznej, w której łatwo zalicza się kolejne egzaminy. Co jednak ciekawe - zawiodło polskie podwórko, bo do najlepszych ekspozycji zaliczam wideo dwóch zagranicznych artystów.

Pierwszym, które notabene wprowadziło mnie w ciężki nastrój inSPIRACJI, było "1945-1998" Isao Hashimoto. Japończyk przedstawia na mapie świata 2053 wybuchy nuklearne. To, co mną wstrząsnęło, to moje własne odczucia - w pewnym momencie zrozumiałem, że to nie tylko informacje. Oglądałem mecz między kolejno dołączającymi do zawodów państwami. Mecz, tylko nieco bardziej makabryczny.

Drugim rewelacyjnym przykładem był film Grupy Democracia. Pięciu Hiszpanów w klimatycznych, krwisto-czerwonych bluzach z kapturem, uprawiających parkour... na historycznym cmentarzu. Tu nie tylko temat był godny kilku minut trwania filmu - wśród masy nagrań "telefonem komórkowym" nareszcie można było nasycić wzrok doskonałymi ujęciami, świetnym, tryptykowym montażem i pięknymi sekwencjami slow-motion. Fantastycznym dopełnieniem były wywieszone na ścianie przed salą projekcji bluzy całej piątki.

Te ewidentne perły miały jednak marne towarzystwo z pracą "Widok z okna" na czele. "Dzieło" nie dość, że powstało przez przypadek, to na dodatek wystarczyło szanownemu jury, aby przyznać za nie festiwalowe Grand Prix. Szybki i smutny wniosek jest taki, że najwyraźniej przypadek wygrywa z ludzką myślą na polu twórczości.

Mamy skandal!
Zanim minęła festiwalowa niedziela, dało się słyszeć w lokalnych mediach, że znalazły się osoby obrażone wystawami. Poszło oczywiście o wykorzystanie motywu krzyża (fanatycy dopisaliby - chrześcijańskiego). Rzeźba z pleksiglasu wypełniona ziemią i robakami nie bez powodu nie ma tytułu. Mówiąc złośliwie - reakcja była do przewidzenia. Szkoda, bo idea jaką zrealizował Peter Fuss, nie musi powodować oburzenia.

fot. Daniela Swoboda

I jak na ironię, tym wspomnianym wcześniej wesołym akcentem były prace Moniki Szpener. Szczecińska artystka w serii przygotowanej specjalnie na festiwal, wykorzystała (w myśl recyklingu) kolekcję znalezionych na cmentarzu, porzuconych figurek ukrzyżowanego Chrystusa. Charakterystyczna postać z rozłożonymi rękoma posłużyła za skaczącego do basenu z trampoliny, odpoczywającego na plaży pod parasolem, czy jako złote, sportowe statuetki.

Festiwal w połowie zamknięty
Ogólne wrażenie z wystaw mam bardzo dobre. Szczerze polecam zajrzeć do miejsc, w których wciąż panuje przytłaczająca atmosfera końca świata. Nie wiem tylko czy do wszystkich, bo w organizacyjnym szale ktoś chyba zapomniał otworzyć podczas weekendu galerię FOTART. Muzeum na Wałach też można było na czas festiwalu pozostawić otwarte dla zwiedzających trochę dłużej, bo z tego, co mi wiadomo, "Pokój Śmierci" pozostawia wrażenia dalekie od neutralnego. Na szczęście, na zwiedzanie mamy jeszcze całe wakacje.