Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

06-02-2012 10:43

O tym, że Gałczyński jest przerabiany w szkołach, wiadomo nie od dziś. O tym, że przez krótki czas mieszkał i tworzył w Szczecinie - no właśnie, ilu z nas o tym wie? Choć pobyt pisarza trwał z przerwami tylko pół roku, zaznaczył się w historii Szczecina. Zacznijmy jednak od początku.

Szminką po ścianie
16 lutego 1949 r. Przy stoliku w Świetlicy Artystycznej (al. Wojska Polskiego 48 - vis-à-vis hotelu Gryf) siedzi jakaś malarka, Henryk Boehlke i poeta Konstanty Ildefons Gałczyński. Popijają alkohol i rozglądają się, bo w świetlicy odbywa się wystawa Adama Pohoreckiego. Pisarz przyznaje otwarcie, że wiszące na ścianach dzieła mu się nie podobają, na co towarzyszący mu przy stoliku malarz rzuca, by w takim razie napisał coś lepszego. Konstanty powtórnie przygląda się obrazom, zatrzymując się na jednym - ogromnej biedronce. Bierze szminkę od koleżanki, która akurat poprawiała makijaż i na ścianie świetlicy powstaje "Satyra na bożą krówkę", która niedługo potem jest znana w całym kraju.

Monte Lenino
Wiosną 1947 roku, na polecenie wojewody szczecińskiego Leonarda Borkowicza, do oddziałów Związku Zawodowego Literatów Polskich trafia apel. Wzywa się w nim literatów polskich, aby osiedlali się na Pomorzu Zachodnim w związku z potrzebą ponownej polonizacji Ziem Odzyskanych. Na zachętę udostępnia się im możliwość zamieszkania w willach oraz proponuje pracę w Rozgłośni Polskiego Radia Szczecin, w tygodniku "Szczecin" i w lokalnej odmianie "Głosu Ludu".

Nie wiadomo, czy Gałczyński poznaje treść apelu. W Szczecinie zjawia się z całkiem innego powodu. 13 grudnia 1947 r., w działającym tu Klubie Inteligencji zorganizowano poecie wieczór autorski. Sala Wojewódzkiej Rady Narodowej (pl. Niezłomnych, obecnie Armii Krajowej) jest przepełniona ludźmi. Z tego wieczoru zachowuje się dziwne wydarzenie. Gałczyński, recytując swój wiersz "Pieśń o fladze", słowa "Monte Cassino" zamienia na "Monte Lenino". Czy spowodowała to obecność ważnych osób w pierwszym rzędzie, chęć przypodobania się władzom, czy odparcia ataków na niego samego? A może była to po prostu wpadka wywołana stresem? Możemy się jedynie domyślać. Na spotkaniu autorskim jest także Stanisław Czerny, który Gałczyńskiego poznał w niemieckim obozie jenieckim w Altengrabow, gdzie razem współdziałali w więziennym teatrzyku.
Tego wieczoru przyjaciel wita poetę wierszem, który tak się rozpoczyna:

"Witaj nam, Mistrzu myślowych łamańców,
W których tak trudno dobrać się do treści (...)"

Wkrótce Gałczyński będzie często odwiedzał państwa Czernych. W domu na Pogodnie panowie będą się zamykali w salonie i bez końca rozmawiali. Poeta będzie oceniał wiersze Czernego, ten zaś malował portret temu pierwszemu, który ponoć strasznie się wiercił, gdy pozował.

Gwiaździste place i magnolie
Pierwszy pobyt w Szczecinie to także spotkanie z wojewodą. Leonard Borkowicz prezentuje gościowi, co powstanie w zburzonym centrum miasta i w dzielnicy portowej. Poeta poznaje Wały Chrobrego, ruiny zamku i pozostałości Starego Miasta. Zauroczony gwiaździstymi placami oraz wizją szybkiej odbudowy przez wojewodę, decyduje się opuścić Kraków i zamieszkać tam, "gdzie wiosną kwitnie tyle magnolii". W "Przekroju", w którym publikuje "Listy z fiołków" (nr 145/1948), opisuje swoje wrażenia z tygodnia spędzonego w portowym mieście. Krakowskie środowisko nie rozumie motywów działania Gałczyńskiego. Ten z kolei w wywiadzie udzielonym "Kurierowi Ilustrowanemu" je tłumaczy. Szczecińskiego wojewodę określa jako przyjaciela poetów. Nie ukrywa również, że interesuje go perspektywa zamieszkania w domu z ogródkiem.

Ku Słońcu na cmentarz
Konstanty z żoną Natalią, teściową Wierą Awałow i córeczką Kirą, do willi przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie 17, wprowadza się z początkiem maja 1948 r. Mieszkają na Pogodnie, czyli dzielnicy pełnej zieleni, która w ogóle nie ucierpiała w wyniku działań wojennych. Poeta namawia znajomych, by tu się przeprowadzali, bo w żadnym innym mieście po śmierci nie niosą ulicą Ku Słońcu.

Z okazji wyjścia tysięcznego numeru "Kuriera Szczecińskiego", na pierwszej stronie gazety ukazuje się wiersz Gałczyńskiego "Szczecin":

"(...) Tutaj mój port, tu słońce mam na czole
I dom, i sad, i kota - nie do wiary!
Natalia na werandzie. Kira w szkole.
A babci wchodzą sny pod okulary. (...)"

Natomiast "Głos Szczeciński" wydaje swój pierwszy numer. I tutaj pisarz zaznacza swoją obecność, życząc, by "stał się najmocniejszym pokładem na potężnym parowcu polskiego dziennikarstwa".

Samotna sztuka
Niestety Szczecin w tym okresie niechętnie jest nastawiony wobec artystów, w tym do Gałczyńskiego. W mieście, gdzie toczy się walka o przetrwanie, wpływy i stanowiska, sztuka jest bardzo samotna. Wirpsza i Andrzejewski ukryli się na Głębokim. Podobnie Woroszylski. Oprócz nich kulturę Szczecina stanowią Jan Papuga, Franek Gil, kilku dziennikarzy, plastyków, niezbyt dobra filharmonia, Artos oraz awanturniczy zespół teatralny.

Klub 13 Muz
Gałczyński często jeździ jedynką do Świetlicy Artystycznej i tam spędza wiele czasu. Nową nazwą tego miejsca zaczyna być Klub 13 Muz. Niektórzy twierdzą, że stoi za nią sam Konstanty, a muza to jego żona Natalia. Pierwszy gospodarz klubu Henryk Boehlke zaprzeczył jednak tym rewelacjom. Podobno fotele w kształcie lir, które tam się pojawiły, też miały być owocem wyobraźni poety. W tejże przystani artystów zbierali się literaci z importu i literaci miejscowi. Różnica między nimi była tak, że pierwszym nie brakowało pieniędzy, drudzy żyli marzeniami. Andrzejewski był celebrytą, Gałczyński dużo pił, a Wirpsza naciągał na pożyczki.

Choroba
W jednej ze szczecińskich szkół zaproponowano kiedyś, by patronem placówki został Konstanty Ildefons Gałczyński. Propozycję odrzucono ze względu na skłonności poety do upijania się. Ponoć artysta będąc w stanie wskazującym miał w 13 Muzach powiedzieć: "Kurw.., złodziej i glina - oto obraz Szczecina".

Na początku czerwca 1948 r. pisarza dotyka pierwszy zawał serca. Z Unii Lubelskiej, gdzie był leczony, zostaje przetransportowany do stolicy. Choroba przyszła nagle, bez żadnych wcześniejszych oznak. Uznano, że wilgotny klimat Szczecina może być dla poety szkodliwy. Kolejnym przystankiem na życiowej drodze Gałczyńskiego staje się Warszawa.

To co zostało i to co pozostanie
Jeszcze w 1949 r. kilka razy wraca do Szczecina (babcia i Kira jeszcze tu są, dopóki dziewczynka nie skończy szkoły podstawowej). Obchodzi tu również 19 rocznicę ślubu z żoną, czego świadectwem jest wiersz "Wiosna w Szczecinie". Odwiedza też Zofię D., matkę chrzestną Kostka, syna poety (jego matkę poznał w 1946 r. w obozie przejściowym w Hoexter).

W Szczecinie Gałczyński tworzy tylko (a może aż?) kilka wierszy. Najlepszy z nich to "Polskie gwiazdy". Artysta umiera zimą 1953 r. Trzeci zawał dla 48-letniego serca okazuje się zbyt silny.

Długo trzeba było czekać, zanim znów sobie przypomniano o poecie. W 1973 r. w Książnicy Pomorskiej udostępniono Gabinet Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Wdowa i córka przekazały na rzecz sali pamiątki po pisarzu. Na jednej ze ścian pomieszczenia znajduje się mozaika z "Zaczarowaną dorożką" autorstwa Henryka Boehlkego. W 1997 r. na skraju al. Wojska Polskiego i ul. Wawrzyniaka stanął pomnik "Zaczarowanej dorożki" z wytłoczonym: napisem "Park im. K. I. Gałczyńskiego" oraz gęsim piórem, które było symbolem poety. Kilkanaście lat później uchwałą Sejmu RP ogłoszono rok 2003 rokiem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. A 11 marca 2010 r., czyli w imieniny Konstantego, w Książnicy Pomorskiej miała miejsce prelekcja o życiu i twórczości Gałczyńskiego.


Bibliografia:
Piotr Szyliński (red.), "Z archiwum Sz.", Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2005
sedina.pl
ksiaznica.szczecin.pl