Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

22-12-2011 21:27

W naturze tego gniewu nie było nic osobistego. Po prostu pustka odsyłająca donikąd, krzyk skierowany w ciemność wypełnioną groteskowymi rysunkami: płonąca głowa w lodówce, alegoria umysłu eksplodującego na skraju zamarzniętej przepaści. To my kilka lat wcześniej: tak nas postrzegano. Mężczyzna ścinający drzewo w środku nocy na jakimś zaśnieżonym odludziu, to również ty sprzed lat.

Fotografia, którą wysłałeś w nieprzygotowaną na to przyszłość, obraz, który zniszczył wszystko, choć wciąż nie jest tego najlepszym przykładem, ponieważ nie istnieją dobre przykłady, tak jak nie istnieje wystarczający przekład wspomnienia czyjegoś ja, jakim jest jego własny obraz pozbawiony dawnej, naturalnej natarczywości klimatu, w którym owo ja wzrastało przeciw wszelkim dotychczasowym przeciwieństwom losu, zmieniając je w przyjaźń i troskę, a także nieśmiałą formę miłości, z jaką winorośl oplata swój cień, a także z jaką ptak powraca do swojego gniazda, przebiwszy się przez początkowy ból i ciemność czasu, w którym zainstalowano chmurę posyłającą nam gniew i nieporozumienia, doszczętnie rujnujące koloryt minionych miesięcy.

A jednak pewnego dnia stajesz przed domem i myśl, że wydarzyło się zbyt wiele jest nie do zniesienia: "Całe nasze ziemskie zatrudnienie sprowadza się do typowo ludzkiej pracy zależnej od obcych i dziwnych kontrastów. Natura imituje jądro przyjemności niejako w opozycji do pamięci, zaostrzając różnicę między pamięcią jako taką, a jej różnymi niepokojącymi aspektami. Dlatego pośród spóźnionych, poślednich owoców jesieni czas dodaje do tego klasycznie północny blask rzeki, ponowne zjednoczenie całego sezonu w znieruchomiałej obręczy czasu, który przekształca ją w pamięć, klimat, w którym wspomnienie przypomina spadzisty, zielony teren".

Umysł był wszystkim, co nam zostało, kiedy noce przybliżały się i oddalały, niczym fale przypływu łaskoczące nieruchomy brzeg. Teraz oko porusza się wzdłuż linii łączącej umysł z wybrzeżem, ponad falami i rozsypanym kluczem chichoczących mew, dostrzegając jedynie przestrzeń oraz cienie drzew, takie płaskie na brązowych deskach pomostu, sięgającego gdzieś dalej, wbrew perspektywie wyruszającej na jego spotkanie.
Artykuł z numeru: [#14] 12/2011
0
komentarze