Sobota - --
Niedziela - --
Poniedziałek - --

09-11-2011 23:30

W głębi domu trzasnęły drzwi, a cień na parkingu wydłużył się i zabrał okolicę jak fala, która ukradkiem pochłania plażę w czasie przypływu. W naturę tej relacji od początku wpisana była zdrada. Dlatego obecnie to, z czym przychodzimy do siebie, nie wyjaśniając niczego, oczekując więcej niż można by wywnioskować z hotelowych okien, za którymi widok skręca w stronę parku i świateł ściągających na siebie chłodną uwagę wieczora, to już zupełnie inna sprawa.

Również publiczne pomysły to krach. Minął nas samochód pokryty eksplodującymi kwiatami. Spójrzmy też na przedziwny pojazd księżniczki. Mnóstwo dzieci paraduje konno w wymyślnych strojach. To dość dziwne, zważywszy na porę roku. Pingwiny? Przed gumowym zamkiem zebrał się tłum gapiów. Urocze dzieciaki. Puszka zupy wbiegła na ulicę i właśnie wpadła pod wózek pełen beczek z piwem. Publiczność wymienia uściski dłoni z wołowiną w kontekście porzuconego koncertu. Wkrótce ten obraz urasta do rangi muzyki, wije się i ucieka przed wzrokiem utkwionym w czyichś włosach. Następnie piorunujące światło rzuca nas z powrotem między odległe fakty przyrody. Ktoś trzyma w ręku pieczoną małpkę, przysmak kolorowych mieszkańców Montanji.

Teraz obywatele gromadzą się w najważniejszych zakątkach miasta bardzo merytorycznie i malują obrazy gremialnego braku zrozumienia dla praw przysługujących - no właśnie, komu? "Po prostu zabrakło mi słów, wobec których lodowata pewność rzeczy i tak byłaby górą, pozostając w tym ciemnym, materialnym dole naszego uprzedzonego doń milczenia". Całą tę scenerię napędza ukryty wodospad i z nieprzewidywalną energią ściąga naszą uwagę do zbiornika wymieszanych głosów - obraz rozrzucony przed wzrokiem na podobieństwo letniego dnia: budynki, ludzie i samochody, zapowiedź liści na szarych chodnikach, cień drzewa w nieprawdopodobnie wielkim mieście. Tymczasem półki uginają się od gwiazd, a społeczeństwo tkwi dalej gdzieś na zewnątrz, definiowane przez mrok.
Artykuł z numeru: [#13] 11/2011
0
Zobacz także:
    komentarze