Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

03-10-2011 12:03

  • Panie Lee, jak się panu zdaje, dlaczego potrzebuje pan narkotyków?
  • Potrzebuję ich, żeby rano wstać z łóżka, ogolić się i zjeść śniadanie.
Bill Burroughs


Dzień w parku, do którego nie docierasz. Polany są pełne szczególnego wrześniowego światła, które przechodzi w październik, a następnie w "zimne dni kurczącego się śniegu".

Ktoś przechadza się ślepnącymi alejkami. Ktoś inny zostawił dziś notatkę na schodach: "Kiedy wchodzą gliny, wszyscy sztywnieją, choć nikt nic nie zrobił". Społeczeństwo w ogóle ma się nie najlepiej. Wchodzisz jednymi drzwiami, wychodzisz innymi, ukradkiem oglądając się za siebie. To była robota kogoś, kto dobrze umiał sprzedać informacje na ten temat.

"Możesz mi zaufać", szeptała gazeta we wnętrzu przestronnej biblioteki, jak gdyby fakty były czymś trwałym i oczywistym, dwuwymiarowym, jak zadrukowane płachty papieru, na których je ogłoszono. Spróbuj coś z nich zbudować. A teraz spróbuj to sprzedać. No widzisz. Dlatego teraz najlepiej odpocząć, wyjechać, lub po prostu wyłączyć nadajnik ukryty w klombach za domem. A później obserwować ciemne wykresy deszczu na tle oddalających się zabudowań, kiedy wszystkie wcześniejsze troski lecą jak przez sen w stronę nieważnych wniosków.

Tymczasem niektórzy widzą te sprawy inaczej. Wsiadają rano do samochodu i przedzierają się w stronę własnej architektury dnia, mijając przedmieścia, budynki użyteczności publicznej, całą tę fasadową politykę krajobrazu, w drodze do pracy. Żyjąc i pracując w interesie czegoś większego i nie całkiem zrozumiałego, firmują swoje prywatne, ograniczone potrzeby: krótkie, wypalone wakacje nad linią brzegową szerokości pocztówki; zupełnie nowe, kartonowe meble z popularnego katalogu; kolejne kredyty brane pod zastaw czasu, jaki im pozostał wewnątrz maszyny.

I to jest jak odkrywanie ukrytego obrazka przez łączenie punktów - czyjeś życie. Być może nawet twoje, lecz jesteś teraz zbyt daleko "za ścianą zieleni i bezsensownej gadaniny gawronów, żeby usłyszeć choćby sygnał telefonu" - jak utrzymuje piosenka. I wtedy myślisz o swoim nazwisku nabazgranym na marginesie anonimowego miasta. Gdzieś w środku ośnieżonego lasu - daleko na północy - właśnie przewraca się drzewo.

ghstworks.blogspot.com