Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

03-09-2011 00:14


Więcej komiksów:
Trochę klasyki po wakacjach i jednocześnie upomnienie o dalsze części! "Stulecie 1910" miało być pierwszą pozycją trylogii Alana Quartermaina i Miny Harker. Tymczasem od maja 2010 roku, kiedy tom I trafił do księgarń, o pozostałych ani słychu.

Strata by to była ogromna. Samo "Stulecie..." jest bowiem doskonałym przykładem twórczości jednego z klasyków: Alana Moore'a. Specyficzne dla tej serii połączenie postaci historycznych z fikcyjnymi (znanymi jednak z literatury klasycznej) stworzyło unikatową mieszankę charakterów, dając jednocześnie twórcom niesamowity wachlarz postaci. Mając już znakomitych aktorów, tylko kwestią czasu jest znalezienie dla nich idealnego scenariusza. I, jak przystało na specyfikę różnorodności w tej historii, fabuła nie powinna pod tym względem odstawać od reszty. Moore pozwala sobie zatem szeroko cytować elementy literatury światowej, mieszając je z okultyzmem, siłami nadprzyrodzonymi i swoistym gothic punkowym klimatem.

W "Stuleciu: 1910" bez problemu znajdziemy zatem aluzje do "Opery za trzy grosze" Brechta i Weilla. W tym przypadku w znaczący sposób posłużyła ona za kanwę do sporej części fabuły - nie tylko jeśli chodzi o lokacje, również nakreślając zbliżone profile psychologiczne postaci. Jeśli do tego dorzucimy kapitana Nemo w legendarnym Nautiliusie, otrzymamy materiał na iście wybuchową historię. Zdradzanie większej części fabuły byłoby pozbawianiem czytelników prawdziwej przyjemności śledzenia licznych zwrotów akcji; dość powiedzieć, że zagłębiając się w tę historię, odbiorca od początku wpada w wir fabuły wciągającej w swoje sieci. Sam finał opowieści godny jest prawdziwej przygodówki. Kapelusz i bicz Indiany Jonesa wędrują do szafy, a na scenę wchodzi Liga Niezwykłych Dżentelmenów!

wyd. Egmont
4
untitled
"Liga Niezwykłych Dżentelmenów, Stulecie: 1910" - scenariusz: Alan Moore; rysunki: Kevin O'Neill