Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

02-08-2011 18:52

Niewysoki człowiek, spotkany przypadkiem na tyłach supermarketu, poprosił mnie o drobną przysługę i na pożegnanie, jakby mimochodem, rzucił: "Przywitaj się ze swoim cieniem".

Cień, który wskazywał, nie należał jednak do mnie, lecz do niebieskiej furgonetki stojącej na skraju parkingu. Z przedniego siedzenia dobiegały dźwięki jakiejś ożywionej rozmowy, przebijającej się przez szybką, połamaną muzykę (coś w stylu Nation Of Ulysses skrzyżowanego z Converge i wyciem twojego psa, błagającego o wypuszczenie z wnętrza rozgrzanego samochodu). "Ta płyta jest zajebista!", krzyknął ktoś ze środka, wymachując z ekscytacją pięściami w stronę przedniej szyby. Znad poziomu deski rozdzielczej niewielka figurka świętego Krzysztofa spoglądała z przerażeniem w głąb furgonetki. Tymczasem niewysoki nieznajomy zawrócił w stronę zabudowań i chwilę później straciłem go z oczu. Podszedłem od strony kierowcy, spojrzałem pod stopy. W oleistym cieniu pojazdu leżała niewielka książeczka w ciemnej oprawie, być może notes lub kieszonkowa wersja modlitewnika. Na skórzanej okładce widniał niewielki grawerunek, przedstawiający mężczyznę zaglądającego w głąb studni. Starannie wykaligrafowany napis pod spodem stanowił tytuł: "Fiona".

Po wnikliwej lekturze zawartości okazało się, że książeczka zawiera kilka stylizowanych na średniowieczne ryciny grafik przedstawiających: 1) bawiące się na skraju klifu dzieci, 2) płonącą ścianę do ćwiczeń strażackich, 3) człowieka z monetą na sznurku, 4) okręt w butelce, 5) szkic człowieka spoglądającego w głąb studni (tutaj jednak z podpisem: "Sześć ukrytych figur") oraz 6) puste pomieszczenie z płonącą na jego środku świecą. Oprócz tego znajdował się tam również niestarannie nabazgrany tekst, którego fragment przedstawiam poniżej:

Na potrzeby publicznego kultu burmistrz uruchomił zieloną linię. Specjalny numer, którego poszczególne cyfry publikowane będą w kolejnych wydaniach policyjnego biuletynu, anonsuje troskę władz o dobre maniery podczas dorocznego festynu na rzecz struktur municypalnych. Zaplanowano zbiórkę pieniędzy, paradę karłów w zamkniętej przestrzeni drewnianego koloseum wzniesionego na tę okazję na centralnym placu miasta, pokazy strzeleckie psów, wyścigi bileterów kinowych, a także manewry delfinów w wodach mariny, fantazyjnie zabarwionej na fioletowo.

Impreza zapowiada się pysznie. Dziewczęta stroją się we wstążki: czerwone, żółte i czarne; chłopcy polerują rewolwery i spożywają świąteczne spaghetti, które ich matki przygotowują w wielkich aluminiowych baliach wystawianych na podwórzach.

Tymczasem Fiona obserwuje zatokę z wysokości płotu za domem pana Wiktora, obwodząc palcem zarys oddalającego się ratusza. Ratusz, zainstalowany na pokładzie barki, opuszcza właśnie wody zatoki, kierując się na swój popołudniowy patrol. "Chyba czas na obiad", myśli Fiona i zeskakuje w swój cień na ulicy przyległej do domu pana Wiktora. Jest obrzydliwie głodna.
Artykuł z numeru: [#10] 08/2011
0
komentarze