Niedziela - --
Poniedziałek - --
Wtorek - --

21-07-2011 16:25

"Gay", jak większość z Czytelników pewnie wie, w oryginale jest przymiotnikiem, którym określić można kogoś szczęśliwego bądź barwnego. Dwudziesty wiek wzbogacił jednak to słowo o dodatkowy desygnat - o nas.

Nowy image
"Gay" stał się określeniem równoznacznym do "osoba homoseksualna". Początkowo slangowy trend przerodził się w ogólnojęzykową tendencję. I to nie tylko w krajach anglojęzycznych - "Gay" zrobił karierę wręcz ogólnoświatową. Jeśli ktoś przypuszcza, że proces ten był przypadkowy, grubo się myli. Świeżo powstałe, amerykańskie organizacje gejowsko-lesbijskie silnie wspierały rozpowszechnianie się takiego znaczenia słowa "Gay". Miało to na celu przełamanie negatywnego wizerunku homoseksualisty. Dotąd smutny, zastraszony człowiek, który całe swe życie poświęcał na walkę z samym sobą i swoimi popędami miał, właśnie za sprawą tego magicznego słowa, stać się postacią beztroską i radosną. No i chyba się udało.

Przypuszczam, że dziś mało komu gej kojarzy się z kimś zastraszonym. Wręcz przeciwnie! Przecież to słowo idealnie nadaje się do coming out'u! Zwrot "Mamo, Tato... Jestem homoseksualistą" zdaje się być zbyt sztywny, wręcz medyczny (no i oczywiście zbyt długi). "Mamo, Tato... Jestem pedałem" jest zbyt ordynarne. "Mamo, Tato... Jestem gejem" - bingo! Czyż nie brzmi to pięknie? I tak oto używamy owego "Gay'a" w chwili jakże ważnej. Jesteśmy wtedy zdecydowani, odważni i pewni tego, kim jesteśmy. Jesteśmy Gay!

Pierwotny wydźwięk "Gay'a" szybko jednak zanikł. Zmiana znaczenia przyniosła pożądany skutek, a pochodzenie zatarło się w mrokach niedawnej przecież przeszłości. I wtedy, ni stąd, ni zowąd, do tego dobrze znanego już słowa "dorobiono" jeszcze jedno: "Pride".

Gay Pride
Duma gejowska zdobyła oszałamiającą sławę. Zwrot ten na stałe przylgnął do parad środowisk homoseksualnych, zmieniając je w "parady dumy gejowskiej." Ale to dopiero początek. "Gay pride" okazuje się być nowym zjawiskiem socjologicznym; dla niektórych wręcz wiodącą filozofią. Jest to postawa życiowa, opierająca się już nie tylko na akceptacji swej seksualności, lecz także na jej afirmacji. Współczesny Dumny Gej nie ogranicza się do mieszkania ze swą drugą połówką i otwartym mówieniu o tym. To dla niego stanowczo za mało! Walczy więc o swoje prawa i swobody obywatelskie, uczestniczy w manifestacjach, wspiera, promuje bądź nawet sam tworzy sztukę z kręgu queer. Lecz to też go nie satysfakcjonuje. Idzie więc o krok dalej. Zaczyna traktować swoją seksualność jako zaletę. Jako coś, z czego może być naprawdę dumny... Ale czy nie posunął się za daleko?

Bo czy tak naprawdę jest się czym szczycić? Najbardziej popularna teoria głosi, że człowiek nie ma wpływu na swoją orientacje seksualną. Kształtuje się ona w okresie dojrzewania i jest uzależniona zarówno od czynników społecznych, jak i biologicznych. I nieważne, czy to różnica w budowie mózgu, mutacja w genomie czy inna od standardowej gospodarka hormonalna. Liczy się fakt, że homoseksualistą najprawdopodobniej nie można "się stać", a po prostu "się jest". Nie pracujemy zatem na naszą orientację, a dostajemy ją "odgórnie". Czy możemy zatem być z niej dumni? A dlaczego nie? W końcu dzięki temu, że sypiamy z tymi, a nie innymi mamy dostęp do ekskluzywnej grupy ludzi. Należy do niej tylko 10% populacji (mniej więcej, oczywiście), a mimo to zyskała niezwykłe przywileje. Tak - nie bójmy się tego słowa. Homoseksualiści we współczesnym świecie otrzymali już pewien pakiet przywilejów. I dumnie kroczą po kolejne.

Gay friendly
W wielu krajach rozwiniętych prawo karze surowo już nie tylko za przejawy nietolerancji wobec homoseksualistów, ale również za tak zwaną "homofobię." Na ogół, wspomniane pojęcie jest traktowane bardzo szeroko i ma jedynie pewną część wspólną ze znaczeniem słowa "nietolerancja." Tego jeszcze nie było... W historii świata dostrzec możemy przeróżne przejawy nietolerancji, dyskryminacji i prześladowań. Jednak chyba jeszcze żadna mniejszość nie podzieliła swoich prześladowców na dwie grupy: tych, którzy nienawidzą ich ot tak i tych, którzy nienawidzą ich obsesyjnie. A nam się udało. Mamy, oficjalnie, wrogów i superwrogów. I sami o to zawalczyliśmy. Możemy być dumni?

Jesteśmy też uprzywilejowani ekonomicznie. Specjalnie do nas kierowane są niektóre reklamy; niektóre koncerny, aby uzyskać status "Gay friendly", wydają grube miliony na wsparcie organizacji LGBTQ. Rośnie zatem w siłę tak zwany Różowy Pieniądz. Bo przecież jesteśmy idealną grupą konsumencką. W większości nie posiadamy dzieci, w związku z czym nasze gospodarstwo domowe składa się z jednej bądź dwóch osób. W dodatku obie osoby, nie obciążone przecież wychowywaniem dzieci, mogą nieustannie zarabiać, a swoje dochody wydawać jedynie na siebie, bez ryzykownego inwestowania w przyszłe pokolenia. Zatem bezduszny, aideologiczny rynek interesuje się naszymi pieniędzmi. Możemy być dumni? Jesteśmy także grupą docelową wyspecjalizowanych usług. Kluby nocne, puby, restauracje, szkoły językowe, biura turystyczne, siłownie, kina, nawet całe, specjalnie wydzielone dzielnice. A wszystko to "branżowe"! Możemy mieszkać, pracować i bawić się wyłącznie w obrębie naszej społeczności, bez zbędnych kontaktów z ludźmi nie należącymi do elitarnego homo-grona. Wyodrębniliśmy się od reszty społeczeństwa. Możemy być dumni?

Czy współczesny ruch LGBTQ nie zagubił przypadkiem swoich pierwotnych idei: równości i tolerancji? Bo przecież to, że nie jesteśmy heteroseksualni nie czyni nas ani lepszymi, ani gorszymi. Dlaczego więc mamy być traktowani na specjalnych warunkach? Dlaczego pozwalamy wikłać naszą sprawę w rzeczy niepotrzebne, czynić z niej ekonomiczno-polityczną rozgrywkę? Przecież to walka o Nasze życia! Walka z systemem, z zastaną rzeczywistością, z ludzkimi ograniczeniami, z niewiedzą, ze stereotypami, ze złym nastawieniem i wszystkimi innymi czynnikami, które utrudniają nam normalne, szczęśliwe życie. Wszystkie te przeciwności losu dotykają także heteroseksualistów - lecz nie w takim stężeniu i ilości, jak Nas. Czy nie powinniśmy raczej stawiać na niwelowanie tej nierówności, zamiast mnożyć różnice między "Nami" a "Nimi"? Czy nie powinniśmy wykazać więcej szacunku dla podłoża ideologicznego naszej walki, dalekiego od izolacji, martyrologii i komercjalizacji naszej grupy społecznej?

Gay codzienny
Ta walka pochłania wiele wysiłku i wymaga wielu ofiar. Toczy ją każdy z nas, na co dzień. Począwszy od najbardziej jaskrawego przykładu działaczy LGBTQ, których zasługi są nieocenione, na przeciętnym Homokowalskim skończywszy. Bo przecież każdy coming out przed rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, obcym człowiekiem to kolejna cegiełka do nowego społeczeństwa. Każde wyjście ze swoją drugą połówką do restauracji, kina czy na romantyczny spacer to, mniej lub bardziej widoczna, demonstracja: nie dość, że korzystamy z przestrzeni publicznej, to jeszcze na dodatek mamy do tego pełne prawo! Na sto różnych sposobów możemy pokazać, że jesteśmy zdrową, normalną, pełnowartościową częścią społeczeństwa. A jeżeli ktoś twierdzi, że nie jest "zdrową, normalną, pełnowartościową częścią społeczeństwa", to tylko potwierdza, że nie różnimy się niczym od heteroseksualistów - tak jak Oni nie mamy ujednoliconego spojrzenia na świat i sposobu jego odbioru, nie podążamy jedną drogą życiową. I właśnie z tego możemy być dumni - z różnorodności. Każdy z nas, poprzez rozwijanie samego siebie i życie w zgodzie z własnym sumieniem, tę różnorodność rozwija. Z tym, że jest to atrybut całego rodzaju ludzkiego. To taki "Homo-sapiens Pride".

Czy zatem ludzie LGBTQ nie mają z czego być dumni? Wręcz przeciwnie! Jako środowisko osiągnęliśmy naprawdę dużo. Niewiele więcej niż pół wieku temu homo-, bi-, transseksualizm był prawnie uznawany za chorobę bądź przestępstwo. Kto by wtedy przypuszczał, że kiedykolwiek dojdzie do legalizacji takich zachowań, ba, nawet związków tworzonych przez takie osoby. Możemy zatem być dumni z owoców naszej walki o równouprawnienie - i tu podziękowania należą się chyba przede wszystkim działaczom. Jednak każde z nas może być dumne z sukcesów, które osiąga na polu prywatnym. Możemy być dumni z tego, że dzień po dniu udaje nam się żyć godnie i w zgodzie z samym sobą. Możemy być dumni, że walczymy z przeciwnościami i znajdujemy własne sposoby na ich pokonanie. Dzięki każdemu z nas coraz większa ilość osób zdaje sobie sprawę, że człowiek nieheteroseksualny nie różni się niczym szczególnym od heteroseksualnego. Możemy być dumni z tego, że jesteśmy świadomi naszego prawa do normalnego uczestnictwa w społeczeństwie. I będzie to prawdziwa duma - z tego, co udało nam się osiągnąć samodzielnie, nie z tego, co dostaliśmy lub co próbuje się nam wcisnąć. Tego typu duma sprawi, że "Gay" rzeczywiście będzie znaczyło "szczęśliwy".
1
Zobacz także:
    komentarze
    Middle English, from Anglo-French gai, of Germanic origin; akin to Old High German gāhi quick, sudden First Known Use: 14th century
    fajerwerek
    21-07-2011 16:58:43