Środa - --
Czwartek - --
Piątek - --

25-05-2011 15:39


Więcej filmów:
Od pewnego czasu francuska komedia przeżywa renesans, bawiąc nas na nowo po wielu latach w cieniu dramatów oraz filmów kostiumowych. W ostatnim dziesięcioleciu śmialiśmy się za sprawą Francisa Vebera i jego "Plotki" oraz "Przyjaciela gangstera", zaś w ostatnim czasie - chociażby filmu "Żona doskonała" Françoisa Ozona.

Jednakże prawdziwym diamentem w koronie francuskiej kinematografii komediowej stał się film "Jeszcze dalej niż północ" Dany'ego Boona, który okazał się również niebywałym sukcesem komercyjnym. Sam reżyser, będąc jednocześnie odtwórcą jednej z głównych ról - notabene znany z filmów "Bazyl, człowiek z kulą w głowie" oraz "Kobieta na Marsie, mężczyzn na Wenus"- postanowił podjąć próbę powtórzenia sukcesu tego skromnego, wzruszającego a zarazem zabawnego obrazu w swoim najnowszym filmie "Nic do oclenia".

Tym razem z odległego Bergues przenosimy się na granicę francusko-belgijską, by obserwować wzajemne relacje dwóch nienawidzących się celników, których sytuacja życiowa oraz zawodowa zmienia się wraz ze zniesieniem granic celnych UE. Bohaterowie są niczym przedstawiciele zwaśnionych rodów. Wzajemne animozje, nieustające konflikty oraz doskonałe dialogi sugerują, iż mamy do czynienia z kolejnym blockbusterem. Pomimo oczywistego faktu, że "Nic do oclenia" jest komedią, Boon przekazuje w swoim filmie smutną prawdę - mimo, iż granice państwowe zostały otwarte, pewne mury są niezniszczalne. Powszedniość rasizmu oraz braku tolerancji czyni nas ludźmi zgorzkniałymi, a nie zabawnymi.

dystr. Hagi Film
Artykuł z numeru: [#8] 06/2011
0
komentarze