Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

19-05-2011 19:31

Wynalezienie nowego języka zajęło im niespełna tydzień, czym wyznaczyli nowe standardy dla pewnych starożytnych technik komunikacji. Koleś, który przypomina zbitego psa, gadającego przez walkie-talkie z duchami, wypisał to sobie na tryumfującej twarzy. Kolejnej nocy wszystkie rozgłośnie radiowe nagle umilkły, jakby jakaś fala zabrała miasto na podwodną przejażdżkę.

Zapanowała niezręczna cisza. Po chwili chichot dobiegł zza niedomkniętych drzwi. Czy to nie ironia, że tak potoczyły się nasze sprawy? Teraz interesujący ludzie gaszą światła w swoich pokojach, choć wieczór dopiero dobrze się zapowiada i wygląda na to, że to jeszcze chwilę potrwa. "Byłam sama w drugim pokoju", napisała, jakby uprzedzając zmiany, które zaszły za daleko. Od pewnego czasu natrętna melodyjka odciągała jej uwagę od ziemi, lecz chwilę później interesowały ją już tylko przygody. Jakiś facet wyrżnął na limonce, wywołując salwę solidnego śmiechu. Według zegara na szczycie tęczy mają upłynąć lata świetlne tego nieporozumienia, jakim stały się pierwotne intuicje. Podobno teraz nie ma tu żadnych gier, ponieważ plansze zostały spalone lub unieważnione przez nowe zasady, które puszczają nas z nurtem dni w wielki niewiadomy zachód słońca na skraju horyzontu. Ale wybór wybrał je za nas, nie dając nic z siebie, jedynie lekko popychając w stronę tych zniszczeń i nocy, którą zbyt pospiesznie anonsowano na potężnej ścianie niedomówień. A mogliśmy dalej wyjeżdżać za miasto, śmiać się i rozmawiać o tym, jak zadziwiające są pewne drzewa w ich nieruchomym spektaklu, szkicując to i owo na drzwiach lodówki, nie stwarzając sobie ograniczeń, pić pepsi, żuć gumę i jeździć czasem na południe w filmowej scenerii zwariowanych poranków. Tymczasem teraz neon inicjuje sztuczny świt na tle przyjemnej perspektywy miasta i wpada nam w ręce taka kartka: "Drogi duchu, jestem we Francji", więc cokolwiek mogły znaczyć poprzednie zapewnienia, że wybiera się na północ, pewnie tak też jest dobrze. Ale z czasem przejdziemy do konkretów. Obecnie wszyscy mamy własne sprawy.
Artykuł z numeru: [#7] 05/2011
0
komentarze