Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

19-05-2011 19:04


Więcej filmów:
Czy nudna i powolna niedziela może stać się zalążkiem do stworzenia filmu? Zdecydowanie tak, zwłaszcza jeżeli za kamerą postawimy młodego ambitnego reżysera, a spokojna i zastana rzeczywistość, w której poruszają się bohaterowie filmu "Sezon na kaczki" jest pozorna.

Po wielu latach od premiery światowej wreszcie mamy okazję zobaczyć pełnometrażowy debiut reżysera, nominowanego do Złotego Niedźwiedzia za film "Nad jeziorem Tahoe".

"Sezon na kaczki" to z pozoru prosta, leniwa, nie pozbawiona humoru historia dwóch czternastoletnich przyjaciół: Flamy i Moko. Za minimalistyczną formą filmu kryje się bogata treść płynąca z obserwacji powoli odrywanych kuponów "szczęśliwego" dzieciństwa, a raczej jego kresu. Śledząca wydarzenia kamera staje się świadkiem zarówno tego, co realne - inicjacji seksualnej, rozwodu rodziców - oraz metaforyczne, pozwalając odkryć co kryje w sobie czekoladowe ciasto i obrazek z kaczką. Fabuła osadzona została w olbrzymim kompleksie domów mieszkalnych, w którego wnętrze widz wprowadzony zostaje serią fotograficznych ujęć, to w połączeniu z czarno-białym obrazem i szerokimi ujęciami, dodaje filmowi realizmu bliskiego stylistyce "Clerks" Kevina Smitha, jak również wczesnym obrazom Jima Jarmuscha. Nie jest dla mnie zrozumiałym, dlaczego film tak późno doczekał dystrybutora.
Mam nadzieję, że na kolejne filmy Eimbcke'go nie będziemy musieli czekać siedem lat.

dystr. Art House