Wtorek - --
Środa - --
Czwartek - --

29-12-2011 10:29

Jedna ze szczecińskich bibliotek publicznych. Przytulna, kameralna, bardzo przyjemna. Nagle niezmącony niczym spokój bibliotekarki burzy młoda dziewczyna. Na oko szesnastolatka. Modne buty, sukienka, wydumana fryzura. Otwiera z zapałem drzwi wejściowe, uśmiecha się i zagaja: "Wie pani co? Mam taką sprawę. To w ogóle mój pierwszy raz w bibliotece, więc czuję się nieswojo, proszę o pomoc. Moja polonistka wymaga, żebym przeczytała lekturę, ale ja nie mam ani czasu, ani ochoty. Może mi pani doradzić co mam zrobić? W sumie chodzi mi o jakieś fajne streszczenie. Tak, żebym wiedziała o co chodzi. Mogę coś takiego u was wypożyczyć? Oczywiście od razu wyrobiłabym sobie kartę, zapłaciła. Zależy mi na czasie".

Bibliotekarka wybałuszyła swoje wielkie oczy, wzięła głęboki wdech i zaczęła tłumaczyć. Zachęcała do wypożyczenia lektury, próbowała odwieść nastolatkę od pomysłu korzystania z opracowania, którego i tak w tym pięknym, jakże zacnym przybytku nie ma. W odpowiedzi dziewczyna smutnym głosem spytała się jeszcze: "A gdzie mogę kupić takie opracowanie? Pewnie w księgarni, tylko jakiej?".

Starszyzna zawsze narzeka na młodzież. Że jest krzykliwa, nieodpowiedzialna, niegrzeczna, po prostu zła. Często nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Ale w tym, czytelniczym wypadku jest na pewno inaczej. Smucą czasy, w których młodzi ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Kochają za to obrazki, komputer, telewizję. Tyle, że podążając tą złą drogą niewiele się nauczą.

Ubogie słownictwo, używanie wyrazów, które znaczą co innego niż się na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać - to teraźniejsza norma. Dlatego apeluję: opamiętaj się młodzieży, zmień swoje przyzwyczajenia. Czytanie naprawdę nie boli... Niektórzy mają z tego nawet jakąś dziwną i perwersyjną przyjemność...
Artykuł z numeru: [#14] 12/2011
0
komentarze